Feed on
Posts
Comments

Category Archive for 'Zwierzaki'

Wczoraj sprzątałam w domu i zmieniałam świnkom ściółkę. Pies strasznie mi przeszkadzał,więc postawiłam świnki na stole – dosłownie na moment. Wysłałam Dharmę do drugiego pokoju, wracam po świnki. Zaraz, zostawiłam dwie, a na stole siedzi tylko jedna, Bazylia. Na moment serce przestało mi bić – gdzie jest Filip? Nagle usłyszałam znajomy dźwięk przeżuwającej cos świnki morskiej, ale nadal nie widziałam Filipa.

Na szczęście znalazł się. Wlazł do kosza pełnego kwitnacych wrzosów! I pasł się głośno chrupiąc – moimi kwiatami! :)

Filip - świnka morska we wrzosach - Filip - my guinea pig in heathers Filip - świnka morska we wrzosach - Filip - my guinea pig in heathers

 

Filip - świnka morska we wrzosach - Filip - my guinea pig in heathers

Yesterday I cleaned up the house. I changed my guinea pigs bedding. My dog bothered all the time, so I put two pigs on the table, only for a moment. I sent Dharma to another room,and came back for pigs. Wait a minute, I left two of them, and only one (Bazylia) was on the table. My heart stopped for a moment – where is Filip? I heard the sound of  guinea pig who chewing something, but I couldn’t see him!

Fortunately, I found him! Filip went to the basket full of blooming heathers. And he browse loudly – with my flowers! :)

Mieszkanie wykańcza nas pomyślnie. W tej chwili mieszkamy kątem u mojej Mamy, razem z kilkoma kartonami, Dharmą i Niną. Świnksy – jako niewymagające tyle uwagi – jako pierwsze przeniosły się do nowego mieszkanka.
Dzisiejszy poranek. Wstaję o 6, zakładam na siebie byle co – trzeba wyprowadzić Dharmę. Wlokę się zaspana, tępo wpatrzona w chodnik i planuję dzisiejszy dzień. Co po kolei? Praca, kupić przedłużki do baterii, kaczka, zamówić drzwi… Zaraz… kaczka???

.
Odwracam się powoli. Chyba mam omamy. Tak, to na pewno ze zmęczenia. Mrugam oczami, ale widziadło nie znika. Spod muru stale przygląda mi się kaczka. Konkretnie krzyżówka.

.
Przyglądamy się sobie (Dharma oczywiście szaleje). Po chwili już wiem, co robi dzika kaczka na ulicy w centrum Poznania – zmierzwione pióra ubrudzone czerwienią – wzdłuż piersi ciągnie się rana.

.

Odprowadzam psa, wracam po kaczkę. Przy pomocy przechodniów po krótkiej pogoni udaje mi się złapać ją do materiałowej torby. Jestem cała umazana kaczą krwią. Po chwili – kaczka zostaje zapakowana do dużej klatki po chomiku. Siedzi już spokojnie.

.

Szybki prysznic, śniadanie. Pakuję się do pracy. Wiecie, torebka, telefon, organizer, kaczka… ;) Krótka wizyta w Starym ZOO – po chwili kaczka czeka już na transport do weterynarza, mnie kamień spada z serca i mogę już spokojnie iść do pracy.

.

Czas zacząć kolejny zwykły dzień :)

duck.JPG

Our flat finishes us succesfully. Now we live in my mother’s flat, with Dharma and Nina. Our guinea pigs (they don’t need as much attention) are in new flat already.

.
Today morning. I get up at six, wear… whatever and go out with my dog. I walk slowly ane plan my day – must go to work, buy some pipes, oh, duck, then order doors….Wait a minute… duck???
I turn around. I have hallucinations – I must be very tired… I blink, but phantom still exists. On the pavement, watching at me – duck. Mallard exactly.

.
I look at her, she look at me (Dharma getting crazy). I know now what heppend – duck has wound and bleeds.
I take dog home, then come back for the duck. With help of a stranger I’m catching her to cotton bag. I’m in duck blood. After few minutes – duck is in big hamster cage.
Shower, breakfast. I prepare to go to work. You know, hand-bag, cell phone, note-book, duck… :) Short visit in ZOO – duck is ready to go to vet, I’m ready to go to work and load off of my mind.

.

It’s time to start next ordinary day :)

Urlop / Holiday

Od poniedziałku mam urlop. Jest tyle ważnych spraw do załatwienia, że niestety – o odpoczynku mogę zapomnieć… Na szczęście któregoś dnia wybraliśmy się z przyjaciółmi nad jezioro niedaleko Poznania. Było wspaniale, trochę odsapnęliśmy – nie ma to jak wygłupy na plaży :)

Nad jeziorem - On the lakeside

Ale co tam o nas, był ktoś, kto bawił się jeszcze wspanialej niż nasza paczka. Oczywiście, mowa o Dharmie.

W czasie, gdy wszyscy próbują odpocząć, jest przecież tyle wspaniałych i zajmujących rzeczy do zrobienia! Trzeba uważnie obserwować wodę, czy aby coś się w niej nie czai…

Nad jeziorem - On the lakeside

W zasadzie można popływać…

Nad jeziorem - On the lakeside

Ale bezcelowe taplanie jest bez sensu – lepiej wyławiać z wody różne różności…

Nad jeziorem - On the lakeside

Taki na przykład przyniesiony z wody patyk można potem zakopać (sypiąc piasek na rozłożone koce i leżące osoby)…

Nad jeziorem - On the lakeside dog4.jpg

…a kiedy nikt akurat nie patrzy – można ukraść ciasteczko.

Nad jeziorem - On the lakeside

Potem w zasadzie fajnie byłoby sprawdzić, czy w piasku nie kryje się coś znacznie ciekawszego…

Nad jeziorem - On the lakeside

…i oczywiście – nie można zapomnieć, że wyglądanie jak Nieboskie_Stworzenie przez cały ten czas jest arcyprzyjemne!

Nad jeziorem - On the lakeside

(Wszystkie zdjęcia są autorstwa Zbiga – ja zapomniałam aparatu)

.

I have a holidays since Monday – I have so many things to do, that I don’t have time to relax… Fortunately, one day we went with our friends on the lakeside nearby. We spent great time, but there was someone, who had much more fun.

It’s Dharma, of course! She had so many things to do! She had to watch the water (maybe there is something in it?), she tried to swim – but useless swimming has no sense, so she took out things from water. Then, she tried to bury those things in a sand, throwing dust everywhere. When we looked in other side – she stole a cookie. Then – she tried to find, if something more interesting is under the sand. And – of course – all the time she was so dirty, that she looked as some strange creature :)
All photos were made by our friend Zbig – I forgot about taking my camera ;)

Złe wieści / Bad news

Ten miesiąc naprawdę jest okropny… już nie mogę doczekać się jego końca…
Wczoraj umarła Felicja – mój królik miniaturka. Była z nami około 5 lat i była Królikiem O Wyjątkowej Osobowości. Jedyna w swoim rodzaju… Pusto teraz bez niej :(

fela.jpg

This month is awful. I can’t wait till its over…
Yesterday Felicja died – it’s my dwarf rabbit. She was with us for about 5 years and she was Rabbit With Unique Personality. One of a kind… It’s empty here without her :(

Nowości / News

Czy pisałam już, że w moim ogródku jest bosko? Tak? że z tysiąc razy? :) No cóż, kolejny raz muszę wyznać: to prawda :) W tę sobotę wieczorem siedzieliśmy sobie przy ognisku, gdy w krzakach coś zaczęło głośno szeleścić wśród suchych liści. Okazało się, że to jeż!

p5100001.jpg


Kilka lat temu od wiosny do jesieni zajmowałam się chorym jeżem, sparaliżowanym prawdopodobnie po potrąceniu przez samochód. Gabrysię – bo była to Pani Jeżowa – trzeba było karmić przy pomocy strzykawki, podawać jej leki, robić zastrzyki, odrobaczyć, masować chore nóżki. Po jakimś czasie odzyskała całkowicie zdrowie, więc pomieszkała u mnie do wiosny, kiedy to wypuściłam ją na wolność.
Co prawda to nie Gabrysia złożyła nam nocną wizytę (ten jeżyk był mniejszy od niej), jednak miło pomyśleć, że mógł być jednym z jej dzieci, lub wnucząt :)
.
Tym razem na spacer wybrałam się nie na pola, ale do lasu.

p5110042.jpg

Znam piękne miejsce, w którym jak okiem sięgnąć – pełno jest konwalii.

p5110053.jpg

p5110061.jpg p5110063.jpg

Po drodze spotkaliśmy jeszcze te śliczne istotki…

p5110036.jpg p5110048.jpg

…a Dharma tak była zmęczona ciągłym bieganiem, że już po 13 pokładała się, gdzie tylko mogła.

p5110012.jpg p5110013.jpg

Did I tell you that my garden is superb? Yes? Thousand of times? Really?? :) So, I must say one more time – it’s true :)

That Saturday evening we were sitting by the camp-fire and suddenly – something started make noise in thickets and dry leaves. It turned out that it was hedgehog!
Few years ago I took care about one from autumn to spring – it was paralysed, probably after car hit it. It was Mrs Hedgehog, so I called her Gabrysia. I have to feed her using syringe, I gave her medicins and made injections and massage her ill paws. After some time she recowered, so she was with me till spring, and then I set her at large.

Of course this hedgehog who was our guest at Saturday night it wasn’t Gabrysia (he was smaller than she was), but it’s nice to think, that he could be her child or grandchild.
.
That time I went on a walk not to the fields, but to the forest. I know beautiful place nearby, when there are myriads of lilies of the valley. During our walk – we met this beautiful creatures – butterfly and toad. My Dharma was exhausted by running all the time, that after 13:00p.m. she panted and tried to lay down everywhere :)

W czasie długiego weekendu, mimo natłoku pracy w ogrodzie, udało mi się na kilka chwil przysiąść spokojnie na trawniku. Na kartki książki sypały się płatki kwitnących jabłoni, ptaki śpiewały… a towarzystwa dotrzymać chciał mi ten niezwykły gość :)

p5030003.jpg

Ten niezwykły czytelnik to kruszczyca złotawka (Cetonia aurata). W moim ogródku dużo jest tych chrząszczy, a ja strasznie je lubię. Metalicznie zielone pokrywy połyskują pięknie w słońcu, a dźwięk skrzydeł w locie to zabawne buczenie.

p5030004.jpg

During long weekend I had a lot to do, but I found few minutes to sit down on a lawn with ma book. Petals of blooming apple trees fallen down on pages of my book, birds sang… and this unusual guest wanted to keep me company during reading :)

.

This unusual reader it’s Rose chafer (Cetonia aurata) . There are lots of those beetles in my garden, I like them so much. The look like precious in the sun, because their first pair of wings are in metalic green colour. They sounds nice when the fly – it’s funny buzz :)

« Newer Posts - Older Posts »